Social media:
Wyszukiwarka:

Gdzie jest 300 miliardów złotych?

W ubiegłorocznej kampanii wyborczej politycy Platformy Obywatelskiej obiecywali 300 mld złotych dla Polski z Unii Europejskiej. Szanse na uzyskanie tych środków są coraz mniejsze, zaś sami politycy PO mówią, że zadanie będzie skrajnie trudne, a klipy wyborcze PO były „durne”.

„O tym są te wybory. O pieniądzach dla Polski i o tym, kto zdobędzie ich więcej. Dlaczego uważamy, że zrobimy to lepiej? Bo mamy mocną drużynę i umiemy skutecznie negocjować” – mówił przed wyborami Radosław Sikorski. „Chodzi o miliardy – nawet o 300 miliardów złotych. To tyle, że moglibyśmy wybudować pięćdziesiąt tysięcy przedszkoli. Albo 430 nowoczesnych szpitali”- przekonywał z kolei unijny komisarz Janusz Lewandowski.

Dziś, rok po wyborach, politycy PO mówią coś zgoła innego. „To będzie jeszcze trudniejsze niż gdy to obiecywaliśmy, ale możliwe. To będzie skrajnie trudne” – mówił kilka dni temu w TOK FM Radosław Sikorski.

„Brałem udział w tych nieco durnych klipach, ale to była kampania” – powiedział podczas spotkania w Lublinie Janusz Lewandowski.

Premier Donald Tusk, który również występował w przedwyborczym spocie, przekonywał, że PO to mocna ekipa, która zagwarantuje, iż pieniądze trafią do Polski. Tymczasem, jak zauważają europosłowie PiS, determinacji w walce o środki dla Polski ze strony polskiego rządu jakoś nie widać.

Tomasz Poręba zauważa, że ostatnie wypowiedzi Donalda Tuska na temat sukcesu po „ostrych kłótniach” z premierem Wielkiej Brytanii nie do końca pokrywają się z tym, co mówią w tej sprawie Brytyjczycy. „Pan premier Cameron nie zauważył żadnego wielkiego sporu z polskim premierem” – mówi Poręba, którego ugrupowanie należy do frakcji EKR. Należy do niej także Partia Konserwatywna, na czele której stoi David Cameron.

Poręba podkreśla, że premier nie wyjaśnił, na czym dokładnie polega osiągnięty przez niego sukces i jakiej perspektywy czasowej będzie dotyczył.

Europoseł PiS przypomniał, że ostatnio Donald Tusk właśnie na PiS przerzucał odpowiedzialność za kształt wieloletnich ram finansowych w UE. „Europarlamentarzyści PiS powinni jak sądzę wykonać maksimum wysiłku, aby przekonać swoich partnerów w Parlamencie Europejskim do zmiany stanowiska” – mówił w Sejmie Tusk. Jednakże, jak zauważył Poręba, o kształcie budżetu decyduje nie Parlament Europejski, ale Rada, w której uczestniczy przecież premier.

Politycy PiS zwracają uwagę, że najgłośniejsze weto słychać wcale nie ze strony Brytyjczyków, ale partii, które wraz z PO należą do Europejskiej Partii Ludowej (EPP). We wrześniu 2011 roku, podczas polskiej prezydencji, w tzw. „Liście ośmiu” sprzeciw wobec propozycji Komisji Europejskiej (dotyczącej powiększenia budżetu) na lata 2014 – 2020 zgłosiło 8 państw będących płatnikami netto, domagając się ograniczenia wydatków.

W sześciu z nich u władzy były wówczas partie zasiadające wspólnie z Platformą Obywatelską w EPP: CDU w Niemczech, Partia Koalicji Narodowej (KoK) i Chrześcijańscy Demokraci (KD) w Finlandii, Umiarkowana Partia Koalicyjna oraz Chrześcijańscy Demokraci w Szwecji, Austriacka Partia Ludowa (OVP), Forza Italia we Włoszech i Apel Chrześcijańsko–Demokratyczny (CDA) w Holandii.

Zdaniem Ryszarda Czarneckiego to właśnie czas polskiej prezydencji był idealnym momentem na to, by skutecznie powalczyć o większy budżet. „6 miesięcy polskiej prezydencji zostało kompletnie niewykorzystane z punktu widzenia walki o jak największy kawałek tortu dla Polski” – stwierdził europoseł PiS.