Polityka milczenia

W dniu dzisiejszym Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski wygłosił w Sejmie expose na temat zadań polskiej polityki zagranicznej w 2010 roku. Przy okazji ostatniego podsumowania dwóch lat rządów koalicji PO-PSL okazało się, że to właśnie ona cieszy się największym uznaniem Polaków. Jak to się dzieje, że ta sfera aktywności rządu pełna chaotycznych działań, braku konsekwencji i jakiejkolwiek wizji cieszy się takim zaufaniem naszych rodaków? Dlaczego wyraźnie widoczny brak strategicznych celów zarówno w relacjach z Unią Europejską jak i z jej zewnętrznymi sąsiadami, uległość w stosunkach z Niemcami i Rosją, a także niepodjęcie jakichkolwiek działań na rzecz zapewnienia Polsce bezpieczeństwa energetycznego nie wzbudza zaniepokojenia polskiej opinii publicznej? Po pierwsze wydaje mi się, że przyjęta przez rząd Tuska strategia milczenia i nie narażania się w polityce zagranicznej prowadzonej w atmosferze uśmiechów i nic nieznaczących gestów trafiła w oczekiwania pewnej części naszego społeczeństwa. Po drugie rząd, podobnie jak w polityce krajowej, do perfekcji opanował takie przedstawianie wyborcom faktów, które z ewidentnych porażek przekuwane są w sukces. Poniżej kilka przykładów takiej właśnie polityki.

„Normalizacja” stosunków z Rosją

Rząd Donalda Tuska na każdym kroku podkreśla, że udało mu się znormalizować stosunki z Moskwą. Nic bardziej błędnego. Dość wątpliwym przykładem tej normalizacji są największe od zakończenia zimnej wojny rosyjsko-białoruskie manewry, jakie Rosja przeprowadziła we wrześniu przy naszej wschodniej granicy. Manewry przez miesiąc czasu nie spotkały się z żadną reakcją naszego rządu, a należy dodać, że w zgodnej opinii ekspertów miały one charakter symulacyjnego ataku na nasz kraj i kraje bałtyckie.

O „skuteczności” działań polskiej dyplomacji świadczy jednozdaniowa odpowiedź Rady na moje zapytanie pisemne w tej sprawie: „Szanowny Panie Pośle. Rada nie dyskutowała na ten temat”. Oznacza to, że rząd polski w ogóle nie poruszył tego tematu na forum UE. Dopiero po dwóch miesiącach od manewrów presja opinii publicznej i mediów zmusiła Sikorskiego do interwencji w tej sprawie w NATO.

Kilkanaście miesięcy temu odtrąbiono także sukces, dowodząc, że Rosja zniosła embargo na polskie mięso. Tymczasem zaledwie 9 zakładów posiada w tej chwili rosyjskie certyfikaty, pozwalające im na eksport produktów do Rosji. Reszta producentów nadal objęta jest embargiem. Dodać należy, że w geście dobrej woli bez szemrania zgodziliśmy się na rezygnację z prawa weta w związku z przystąpieniem Rosji do OECD. Symbolem „normalizacji” stosunków z Rosją były też kilka miesięcy temu perypetie ministra Sikorskiego, któremu uniemożliwiono zwiedzanie Kremla.

Prawdziwym testem dla polskiej dyplomacji będą obchody 70 rocznicy zbrodni katyńskiej. Ostatnie wyświetlenie filmu Katyń Andrzeja Wajdy daje pewne nadzieje na zmianę postawy władz rosyjskich w tej sprawie. Niepokoić musi jednak fakt, że samo zaproszenie ze strony Putina dla polskiego Premiera na uroczystości rocznicy tej zbrodni uznane zostało przez polski rząd ustami ministra Sikorskiego za „doniosły krok”. Znów poprzestajemy na symbolice jakby zapominając, że naszym świętym prawem jest dopominanie się wyjaśnienia wszystkich okoliczności tej zbrodni.

Milczenie wobec Niemiec

Jak wyglądają stosunki z Niemcami – drugim wielkim sąsiadem Polski? I tutaj rząd chwali się osiągnięciem normalizacji. Pytanie tylko, jakim kosztem. Słynne skandaliczne oświadczenie CDU/CSU zostaje pominięte milczeniem pomimo tego, że zawarte w nim było między innymi potępienie „wypędzeń”. Donald Tusk woli milczeć, ponieważ PO zasiada w Parlamencie Europejskim w jednej grupie politycznej z partyjnymi kolegami Eriki Steinbach.

Także w sprawie decyzji dotyczącej lokalizacji Europejskiego Instytutu Technologicznego „w imię dobrych stosunków z Polską” Berlin poparł Budapeszt, a nie Wrocław.

Wreszcie dochodzimy do najważniejszej chyba kwestii, czyli budowy gazociągu Nord Stream. Inwestycja ta ruszyła, a polski rząd przez półtora roku nie zrobił niczego by jej zapobiec. W tym samym czasie rosyjska dyplomacja aktywnie zabiegała o poparcie Norwegi, Danii i Szwecji. W efekcie wspomniane kraje wydały zgodę na rozpoczęcie budowy. W tym czasie Polska, mając w ręce raport Parlamentu Europejskiego o szkodliwości tej inwestycji dla ekosystemu Morza Bałtyckiego, nie wykorzystała go do jakiejkolwiek dyplomatycznej akcji, która mogłaby przekonać zainteresowane kraje skandynawskie do oprotestowania budowy gazociągu. Polski premier i polski minister spraw zagranicznych znów milczeli. Innym wciąż nierozwiązanym problemem w relacjach polsko-niemieckich jest sprawa Jugendamtów – niemieckich urzędów, które w majestacie prawa odbierają dzieci polskim rodzicom z małżeństw mieszanych.

Stosunki z USA najgorsze od lat

Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie wymienia relacji z USA jako sukcesów polskiej polityki zagranicznej. Nic dziwnego – polityka rządu Donalda Tuska wobec Stanów Zjednoczonych to doskonały przykład kompletnego braku profesjonalizmu.

Podpisaniu umowy międzynarodowej powinna towarzyszyć jej ratyfikacja. Tymczasem rząd Donalda Tuska zdecydował się nie ratyfikować porozumienia dotyczącego rozmieszczenia w Polsce elementów tarczy antyrakietowej. Tym samym pozwoliliśmy nowej administracji Obamy na rozegranie tej sprawy na amerykańskich warunkach, a w zamian za tarczę otrzymaliśmy jakąś mglistą obietnicę uczestniczenia w przyszłości w systemie obrony rakietowej nowej generacji.

Przestaliśmy być dla Amerykanów poważnymi partnerami także, dlatego, że próbujemy grać dość niezgrabnie na dwa fronty. Z jednej strony jesteśmy w NATO, z drugiej wraz z Francją próbujemy tworzyć dla NATO europejską alternatywę. Ostatnia wizyta Tuska w Paryżu i wspólna z Sarkozym propozycja dalszej rozbudowy europejskich sił szybkiego reagowania została źle przyjęta w Waszyngtonie. Ad acta należy odłożyć też sprawę zniesienia wiz dla Polaków – w tej kwestii rząd Tuska nie zrobił literalnie nic, a Radosław Sikorski przed ostatnią wizytą w USA stwierdził wręcz, że nie będzie tej sprawy poruszał w dwustronnych rozmowach. Minister nie został nawet przyjęty przez Hillary Clinton, która ignorując wcześniejsze ustalenia przedłużyła swój pobyt na Bliskim Wschodzie.

Brukselskie „sukcesy”

Po każdym szczycie Unii Europejskiej pojawiają się w polskiej prasie pełne triumfu komentarze i wypowiedzi polityków PO jakoby znów odnieśliśmy sukces w Brukseli. Tak było w przypadku pakietu klimatycznego czy Partnerstwa Wschodniego. W pierwszym przypadku rząd zapomniał dodać, że sfinansowanie tego „sukcesu” spadnie na barki polskich przedsiębiorców i obywateli. Z kolei Partnerstwo Wschodnie jest przykładem tego, jak dobry pomysł pozbawiony odpowiedniego wsparcia dyplomatycznego przeistacza się w niszowy program unijny. Przypomnijmy zabrakło w nim takich elementów jak liberalizacja wiz dla wschodnich partnerów oraz jakiejkolwiek wzmianki o perspektywie ich członkowstwa w UE. Projekt jest też słabo zabezpieczony finansowo. 6 wschodnich krajów otrzyma na jego realizację 600 milionów euro w perspektywie 4 lat. Sama Turcja dostaje z UE takie same środki w skali roku.

Jednak prawdziwą komedią były działania polskiej delegacji podczas słynnego szczytu Unii Europejskiej gdzie wybrano szefa Rady UE i Wysokiego Przedstawiciela ds. polityki zagranicznej. Polski premier zapowiadał ciężkie i długie negocjacje. Doradcy Donalda Tuska z poważnymi minami informowali, że do polskiego Premiera z pytaniem o jego zdanie w sprawie poszczególnych kandydatur dzwonią wszyscy ważni przywódcy europejscy. Mogłoby się wydawać, że bez głosu Polski wybór będzie niemożliwy.

Rzeczywistość okazała się jednak mniej skomplikowana. Kandydatury zarówno Van Rompuya jak i baronessy Ashton zostały zaproponowane przez Hiszpanię, Wielką Brytanii, Portugalię, Grecję, Węgry i Słowenię. Do tego doszło ciche wsparcie Francji i Niemiec i tak Europa wybrała w dwie godziny swoich przywódców. Odbyło się to bez jakiegokolwiek udziału Polski.

Sami też w tym pomagamy. Przed wspomnianym szczytem UE rzecznik rządu Paweł Graś poinformował, że „niczego nie możemy już ugrać, bo mamy stanowisko szefa Parlamentu Europejskiego”. Nic bardziej błędnego. 5 lat temu Hiszpania – kraj o podobnych parametrach i liczbie głosów w Radzie jak Polska – pomimo, że „miał szefa PE” Borella zdołał wywalczyć ważną tekę komisarza ds. gospodarczych i walutowych dla Joaquina Almuni i Wysokiego Przedstawiciela ds. Polityki Zagranicznej dla Javiera Solany.

Olbrzymim cieniem nad polską obecnością w Brukseli kładzie się także brak jakichkolwiek działań ze strony Sikorskiego na rzecz zwiększenia obecności polskich urzędników w najważniejszych instytucjach europejskich. Słynny już brak polskiego ministra spraw zagranicznych zajętego własną kampanią w Polsce na nieformalnym szczycie europejskich ministrów spraw zagranicznych w Cordobie, gdzie dyskutowano o Europejskiej Służbie Zewnętrznej zwyczajnie go kompromituje. Podobnie jak wypowiedź przed ostatnim szczytem UE w Brukseli, gdy stwierdził, że polska rezygnuje z tzw. kwot narodowych przy obsadzie stanowisk Unijnej Dyplomacji. Tym samym Polska zrezygnowała z domagania się oczywistego prawa do obsady tych stanowisk proporcjonalnie do wielkości kraju i ilości głosów w Radzie UE. Oznacza to, że na ponad 130 unijnych ambasad otrzymamy być może jedynie od 1 do 2 szefów tych placówek. Jeśli okaże się, że Polski rząd zrezygnował z wielu stanowisk w unijnej dyplomacji bo zabiega o jedno stanowisko w otoczeniu szefowej unijnej dyplomacji dla Mikołaja Dowgielewicza pokaże kompletny brak dbania o interesy Polski za granicą. Inna sprawa, że świadczyć to będzie o ewidentnym konflikcie interesów bo to właśnie Dowgielewicz jako wiceminister spraw zagranicznych aktywnie uczestniczy w rozmowach z Brukselą na temat obsady unijnych stanowisk.

Tracimy pozycję lidera

Ponad dwuletnie rządy Platformy Obywatelskiej to w polityce zagranicznej skuteczne i systematyczne osłabianie pozycji Polski w Europie Środkowo-Wschodniej. Ostatnie wydarzenia na Białorusi są wręcz symboliczne. Trzy dni po wizycie w Polsce białoruskiego ministra spraw zagranicznych, który na konferencji prasowej stwierdził, że prawa polskiej mniejszości nie są naruszane, doszło do aresztowania kilkudziesięciu działaczy działającego tam Związku Polaków. To policzek dla Polski. Ale policzkuje się tylko słabe kraje. Okazuje się, że po okresie przewartościowania przez Prawo i Sprawiedliwość priorytetów polskiej polityki zagranicznej i wyraźnego wzmocnienia międzynarodowej pozycji i bezpieczeństwa Polski, mamy dziś do czynienia z powrotem do osłabiania naszych interesów za granicą. Rząd Jarosława Kaczyńskiego budował w ramach Unii Europejskiej aktywne relacje z krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Polska za rządów PiS-u była uważana za rzecznika Ukrainy i Gruzji w Europie, była ważnym partnerem gospodarczo-politycznym dla krajów nadbałtyckich. Za rządów Platformy Obywatelskiej stosunki z tymi krajami uległy ochłodzeniu. Wyraźnie widać, że gabinet Donalda Tuska w imię dobrych stosunków z Rosją i Niemcami poświęcił kontakty z innymi krajami. To działanie sprzeczne z polską racją stanu, a zgodne
z interesami Rosji i Niemiec, którym nie zależy na silnym regionie Europy Środkowo-Wschodniej z Polską, jako liderem.

Szczególnie widoczne jest to w kontekście planów dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych do Polski. W tej sprawie rząd Donalda Tuska nie zrobił nic nie tylko na kierunku północnym w kwestii Gazociągu Północnego, ale także na kierunku południowo-wschodnim. Trudno w to uwierzyć, ale dopiero ostatnio po 2,5 roku pełnienia urzędu Tusk znalazł czas aby spotkać się z przywódcami Armenii i Azerbejdżanu bez których dywersyfikacja dostaw surowców energetycznych do Europy jest niemożliwa, a minister Sikorski w ogóle tych krajów nie odwiedził. Jak możemy w ogóle mówić o dywersyfikacji, jeżeli premier i minister spraw zagranicznych polskiego rządu nie mają woli zabiegania o to
u najważniejszych partnerów? Jednocześnie podpisujemy porozumienie z Gazpromem na dostawy do Polski gazu do roku 2037 wraz ze zgodą na tranzyt tego surowca przez nasz kraj do roku 2045. W ten sposób przestajemy być wiarygodni na forum Unii Europejskiej. Jak bowiem poważnie traktować kraj, który z jednej strony domaga się solidarnej polityki energetycznej i dywersyfikacji dostaw do UE, a następnie podpisuje uzależniające nas na wiele lat od polityki Kremla porozumienie z Gazpromem.

Powyższe przykłady pokazują brak wizji polskiego rządu na temat tego, jak powinna wyglądać nasza polityka zagraniczna i jak budować silną pozycję Polski w Europie.

Polski nie stać na politykę milczenia i braku inicjatyw zabezpieczających interesy naszego kraju. Musimy wreszcie skończyć z polityką uśmiechu i poklepywania po plecach bo ona niczego dobrego Polsce nie przynosi.

Tomasz Poręba
Poseł do Parlamentu Europejskiego