Social media:
Wyszukiwarka:

Potrzebny jest prezydent, który słucha ludzi

Z Tomaszem Porębą, europosłem Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki.

Panie Pośle, co zdecydowało o wygraniu pierwszej tury wyborów prezydenckich przez Andrzeja Dudę?

– Przyczyn tego sukcesu było bardzo wiele. Po pierwsze, bardzo profesjonalna, ukierunkowana na ludzi i aktywna kampania wyborcza Andrzeja Dudy pozwoliła Polakom dostrzec, że jest to świetny kandydat na urząd prezydenta RP. Mimo wrogiej postawy mediów głównego nurtu udało się przedstawić wyborcom program zmian, których potrzebuje Polska. Po drugie, mamy do czynienia ze zmęczeniem rządami Platformy Obywatelskiej. Bronisław Komorowski mimo usilnych prób odcięcia się od polityki partii rządzącej jest bez wątpienia kandydatem tego obozu i jest współodpowiedzialny za wszystkie negatywne skutki rządów Platformy. Po trzecie, i najważniejsze, Bronisław Komorowski to bardzo zły prezydent i żadna kampania ani zabiegi marketingowe nie są w stanie tego ukryć.

O czym mogą świadczyć tak sprzeczne z prognozami wyniki I tury wyborów. Przegrały sondaże, a wygrał rozsądek wyborców…?


– Rzeczywiście, po raz kolejny prognozy poparcia rozminęły się z rzeczywistością. Wydaje się, że największą odpowiedzialność za te pomyłki ponoszą firmy i instytuty badające opinię publiczną. Z jednej strony często przygotowują one swoje sondaże na polityczne zamówienie i przez to wypaczają prawdziwy obraz sympatii politycznych Polaków. Bardziej niż o rzetelność troszczą się one o dobre samopoczucie rządzących. Z drugiej strony przeprowadzane badania opinii publicznej lekceważą głos mieszkańców mniejszych miast i wsi, dlatego wyniki sondaży są niezgodne z rzeczywistością.

Jaką kampanię przed głosowaniem w II turze zobaczymy?

– Na pewno będzie bardzo intensywna. Andrzej Duda pokazał już, że nie boi się ciężkiej pracy, a teraz na pewno zdwoi wysiłki. Kampania będzie też bardziej zorientowana na wskazanie różnic między oboma kandydatami. Bronisław Komorowski unikał do tej pory jak ognia debaty i bezpośredniego starcia z Andrzejem Dudą. Takie podejście uzupełnione przez reżyserowane wywiady w publicznych i prywatnych mediach było błędem, który sztab prezydenta będzie chciał naprawić.

A zatem czy zgodzi się Pan ze stwierdzeniem, że im więcej Komorowskiego w mediach, tym większe zniechęcenie wyborców?

– Tak, to słuszne spostrzeżenie. Bronisław Komorowski w kampanii wyborczej przed pierwszą turą chętnie wykorzystywał wsparcie mainstreamowym mediów i przychylność dziennikarzy. Występował w telewizji bardzo często, ale nie chciał się zgodzić na bezpośrednią konfrontację i słuchanie niewygodnych pytań. Ta arogancja była tak ostentacyjna, że zniechęciła wyborców i przyczyniła się do jego porażki w pierwszej turze.

Prezydent zaraz po ogłoszeniu sondażowych wyników wezwał Andrzeja Dudę do debaty, ale to przecież on unikał wcześniej bezpośredniej konfrontacji…

– Chyba ten fragment przemówienia urzędującego prezydenta najlepiej pokazuje, jak bardzo jest on oderwany od rzeczywistości. Bronisław Komorowski od początku sprawiał wrażenie obrażonego, że w ogóle musi brać udział w kampanii wyborczej, tak jakby reelekcja należała mu się z urzędu. Lekceważył nie tylko Andrzeja Dudę, ale także pozostałych kandydatów. Unikanie debaty było złą strategią, choć w przypadku Komorowskiego racjonalną. Zarówno on, jak i jego sztab rozumieją, że w bezpośrednim starciu z Andrzejem Duda urzędujący prezydent jest skazany na porażkę.

Pana zdaniem Donald Tusk wróci z Brukseli, żeby ratować sytuację, czy może porażka Komorowskiego jest mu na rękę?

– Nawet gdyby Donald Tusk chciał włączyć się w kampanię prezydencką, to nie sądzę, żeby było to mile widziane przez samego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który na każdym kroku będzie się starał odciąć od polityki rządu Platformy Obywatelskiej. Obecnie to wciąż Donald Tusk jest najbardziej rozpoznawalną twarzą tej polityki i takie zaangażowanie tylko Bronisławowi Komorowskiemu może zaszkodzić.

Dziękuję za rozmowę. Mariusz Kamieniecki