Social media:
Wyszukiwarka:

Tomasz Poręba: lekką ręką wydaje się miliony na urzędników


O przeroście polskiej administracji, przywilejach niektórych grup społecznych i reformie emerytalnej w rozmowie z Tomaszem Porębą z PiS, posłem do Parlamentu Europejskiego.

Przywileje w interesie państwa

Czy niektóre grupy społeczne powinny mieć znaczące przywileje, jak np. policjanci, sędziowie, prokuratorzy, nawet nauczyciele w ramach karty nauczyciela?

– Z punktu widzenia bezpieczeństwa i interesów państwa pewne grupy zawodowe, takie jak np. służby mundurowe, sędziowie, powinny mieć wsparcie państwa. Podobnie nauczyciele, ponieważ już w szkole decydują się losy przyszłych pokoleń i wolniejszy lub szybszy rozwój gospodarczy kraju. Jednak przywileje trzeba rozdzielać rozsądnie, rozważając wszystkie za i przeciw.

Przywileje powinny być jednak dostosowane do poziomu życia w Polsce.

– Na pewno, ale jesteśmy 20 lat po transformacji ustrojowej i cały czas staramy się nadrabiać zaległości w stosunku do pozostałych krajów Unii Europejskiej. Nie jest to łatwe, jednak moim zdaniem odbywa się zbyt wolno. Nie wykorzystujemy w pełni wsparcia unijnego, źle gospodarujemy finansami. Wolniej i drożej niż na Zachodzie budujemy autostrady, linie kolejowe.

Cena kilometra autostrady w Polsce jest 1,5 raza wyższa niż w Pirenejach czy w Alpach. Pojawiają się dodatkowo dziesiątki informacji o nadużyciach przy ich budowie. Szybszy rozwój kraju blokowany jest też przez wiele barier biurokratycznych, administracyjnych i olbrzymie kompleksy. Mam wrażenie, że Polakom brakuje poczucia własnej wartości.

Wydaje mi się, że większym problemem jest brak zaufania Polaków do siebie nawzajem i do państwowych instytucji. Po ostatniej kampanii o wydłużeniu wieku emerytalnego, już tylko jedna trzecia z nas wierzy, że emerytura będzie na starość naszym głównym źródłem utrzymania.

– Brak zaufania nie bierze się z próżni. On narasta od kilku lat. I trudno się Polakom dziwić, skoro np. kilka lat temu obiecywano im wysokie emerytury, plaże Egiptu i kurorty Hiszpanii, a po kilku latach zmniejszono kwoty przekazywane do Otwartych Funduszy Emerytalnych, co w zasadzie oznacza ich likwidację.

Pieniądze przerzucono do ZUS-u, czyli do „czarnej dziury”, która pochłania olbrzymie środki. Ludzie mają prawo czuć się oszukani, bo wszystkie wyliczenia wskazują, że przyszłe emerytury będą bardzo niskie. W dodatku PO w kampanii wyborczej nawet nie zająknęła się o możliwości podniesienia wieku emerytalnego, a teraz wydłuża go do 67 lat.

Rząd zapewnia, że minister Boni już w 2009 r. wspominał, że może trzeba będzie podnieść wiek emerytalny…

– Proszę mi wierzyć, że nie była to powszechna wiedza. Zresztą nie tylko sprawa emerytur osłabia zaufania do państwa. Na początku roku zapanował chaos w służbie zdrowia z powodu recept, a teraz jest problem z lekami dla chorych na raka.

Polityka zewnętrzna państwa też budzi nieufność. Podpisaliśmy bardzo niekorzystną umowę z Rosją na dostawy gazu. Płacimy najwyższą cenę w całej Unii Europejskiej.



Rząd podobno negocjuje teraz niższą cenę.

– Ale fakty są takie, że to porozumienie podpisano do 2022 r. Gdyby nie protesty wielu środowisk w Polsce i to nie tylko opozycji, ta umowa miała być do 2037 roku. Polacy mają prawo twierdzić, że nie czują się w swoim kraju bezpiecznie.

PiS łatwo jest krytykować trudne reformy, bo nie przyszło mu kierować Polską w okresie kryzysu gospodarczego na świecie.

– Nie można tylko i wyłącznie na kryzys zwalać nieudolności w stwarzaniu perspektyw dla młodych ludzi w Polsce. Nie powinno się likwidować programu „Rodzina na Swoim”, który wspierał kredyty mieszkaniowe dla młodych małżeństw. Nie powinno się podnosić VAT na ubranka dziecięce, tłumacząc się wymogami unijnymi. Wyższej stawce można się było przeciwstawić w Komisji Europejskiej.

Inicjatywę Polaków zabijają pomysły, które podwyższają i tak już bardzo wysokie koszty pracy, np. podwyższenie składek rentowych itp. Bariery i brak perspektyw sprawiły, że ponad 2,5 mln ludzi w wieku 20-40 lat wyjechało z Polski, kto ma zatem pracować na emerytury?

Młodzi nie widzą tu perspektyw

Jedna z brytyjskich gazet chwaliła się ostatnio, że dzięki imigrantom m.in. z Polski, Wielka Brytania będzie wkrótce najmłodszym społeczeństwem w Europie.

– SGH przeprowadziło niedawno takie badanie: studentom najbardziej prestiżowych studiów zadano pytanie, czy gdyby mieli możliwość wyjechania za granicę, to by to zrobili, czy też wolą budować karierę w Polsce. 70 proc. odpowiedziało, że wyjechałoby z kraju.

Widzą, co się dzieje z ich pokoleniem, 65 proc. młodych ludzi poniżej 25 roku życia jest zatrudnionych za parę groszy na umowach śmieciowych.



Uważam, ze automatyczne podniesienie wieku emerytalnego nie załatwi tych wszystkich problemów. Trzeba się skoncentrować na wprowadzeniu takich rozwiązań, które zatrzymają młodych Polaków w kraju. Jeśli tego nie zrobimy, to nawet podwyższając wiek emerytalny do 70 lat, nie załatwimy problemu.

Dziś wielu młodych drogę kariery widzi tylko w budżetówce. Już 6 na 10 Polaków chciałoby pracować w jakimś finansowanym przez państwo urzędzie. Może zniechęciłaby ich likwidacja trzynastych pensji? Obiektywnie patrząc, nie są sprawiedliwe.

– Nie byłoby problemu „trzynastek”, gdyby nie przerost administracji. W ostatnich 5 latach liczba pracowników administracji rządowej i samorządowej wzrosła o 150 tys. osób. Dla mnie to nielogiczne, z jednej strony mamy olbrzymie problemy ekonomiczne i społeczne, a z drugiej podejmujemy działania, które z gospodarnością nie mają nic wspólnego, lekką ręką wydając miliony na większą liczbę urzędników.

Nowy premier Włoch zrezygnował ze swojej pensji, a w Polsce przez ostatnie 4 lata suma nagród przyznanych w ministerstwach i administracji rządowej wyniosła ok. 150 mln zł. Należałoby zbilansować koszty funkcjonowania państwa i szukać oszczędności tam, gdzie one rzeczywiście są możliwe, a nie uderzać w najuboższych.

Łatwo się mówi. Ale każda partia po wygranych wyborach zaczyna obdzielać swoje szeregi stanowiskami. Za PiS-u też stworzono na krótko ministerstwo gospodarki morskiej.

– Akurat ważne i potrzebne, bo gospodarka morska i morze jest potencjałem przez Polskę nie wykorzystywanym.

Zgoda, ale mnożą się ministerstwa i zawsze się tak samo tłumaczy, że to jest ważne, tamto jest ważne i armia urzędników musi rosnąć.

– Dałoby się jednak znaleźć oszczędności, zamiast podwyższać podatki i wiek emerytalny. Zaproponowaliśmy wprowadzenie podatku bankowego, który nawet eksperci nieprzychylni PiS-owi oceniali pozytywnie. Zaproponowaliśmy uproszczenie rozliczeń podatkowych, by na jednym formularzu można było rozliczyć i PIT i CIT, co dałoby oszczędności na poziomie 10 mld zł.

Chcieliśmy także wprowadzeni podatku dla hipermarketów. Nie możemy się z tymi pomysłami przebić. Ale zapewniam, że jeśli wygramy wybory, to będą trzy rzeczy, jakie na pewno wprowadzimy.



Jesteśmy przeciwnikiem uderzania w najuboższych i zależy nam na zrównoważonym rozwoju całego kraju, a nie koncentrowaniu się na 5 metropoliach, jak to przewiduje plan do 2030 r. przygotowany przez ministra Boniego.

Dodam, że nie ma tam żadnego miasta z Polski Wschodniej, która generalnie, jeśli chodzi o rozwój infrastruktury kolejowej i drogowej praktycznie w tym planie nie istnieje. Rząd odłożył m.in na bliżej nieokreśloną przyszłość budowę drogi S19.

Zła polityczna miotła

– Kiedy pan mówi o przejmowaniu władzy, Polak myśli: obsadzanie stołków, a nie dbanie o mój interes. Kiedy PO czyściło stanowiska dla swoich ludzi, tłumaczyło, że PiS robił wcześniej to samo.

– Niezupełnie to samo.

Kiedy PiS rządziło w województwie podkarpackim, wiele kluczowych placówek, od Funduszu Ochrony Środowiska, poprzez Wojewódzki Urząd Pracy czy wiele stanowisk w urzędzie marszałkowskim nie było obsadzanych przez ludzi partii.



Teraz jest inaczej. Moim zdaniem nie tak się powinno robić politykę.

W urzędach powinna obowiązywać zasada kontynuacji. Jeżeli są dobrzy fachowcy, którzy realizują projekty ważne dla województwa, należy ich na stanowiskach pozostawić. Chęć rewanżu, czyszczenie stanowisk polityczną miotłą, tylko blokuje rozwój regionu. To smutne, ale w naszym regionie jest wiele samorządów, gdzie ktoś nie reprezentujący odpowiedniej opcji politycznej jest natychmiast odsuwany. Polityka powinna na pewnym etapie ustępować miejsca samorządności. Obawiam się tylko, że to marzenie ściętej głowy.

A może nasi polscy urzędnicy nie odstają zbytnio od tych gdzie indziej. W Brukseli też trwa teraz spór o rewaloryzację pensji w unijnej administracji.

– To prawda. Waloryzacja jest zapisana w przepisach funkcjonowania instytucji unijnych i jest mocna presja na jej przeprowadzenie mimo kryzysu gospodarczego. Ale z drugiej strony zwycięża raczej racjonalne podejście, że w czasach, kiedy na wszystko zaczyna brakować, nie powinniśmy sobie podwyższać pensji. Ja też tak uważam

Autor: Alina Bosak