Social media:
Wyszukiwarka:

Tomasz Poręba: Nie będzie kolejnego dziadka z Wehrmachtu

„Super Express”: – Wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest dla was niekorzystny – przegraliście w sprawie głosowania korespondencyjnego i przez pełnomocnika. Pozostały też jednomandatowe okręgi do Senatu, które TK uznał za konstytucyjne.

Tomasz Poręba: Wręcz przeciwnie, Trybunał podzielił nasze zdanie, że niekonstytucyjne są wybory dwudniowe, niekonstytucyjny jest zakaz spotów i billboardów, bo ogranicza wolność słowa. To bardzo ważne rozstrzygnięcia. A jeśli chodzi o Senat, to zmiana okręgów wyborczych na jednomandatowe może bardziej zaszkodzić Platformie, bo zwiększają się szanse tzw. kandydatów niezależnych, którzy głosy odbiorą głównie kandydatom PO.

SE: Na naszych łamach Jacek Żakowski mówi jednak, że spoty i billboardy to pieniądze podatnika wyrzucone w błoto. Nie informują o programie, wprowadzają wyborcę w błąd…

T.P.: Z całym szacunkiem dla pana redaktora Żakowskiego, ale Trybunał podzielił nasze zdanie, że zakaz spotów czy billboardów ogranicza konstytucyjne prawo wolności słowa. Ja uważam, że one mówią o naszym programie, o problemach Polaków. Oczywiście taka konwencja narzuca pewne ograniczenia czasowe czy przestrzenne.

SE: Czy to będzie kolejna kampania, w której z wyrazistej partii staniecie się łagodną partią miłości?

T.P.: Żyjemy w demokracji, która polega na tym, że są różne partie wyrażające różne pomysły na Polskę. Czasy, kiedy istniało PZPR i satelickie wobec niego partie na szczęście się skończyły.

SE: Znów będziecie apelować o zakończenie wojny polsko-polskiej? Czy jakieś inne, podobne triki?

T.P.: Żadnych trików stosować nie będziemy. Będziemy robili to, co robią wszystkie partie opozycyjne na świecie, czyli prezentować nasz program i sprawdzać, jak rząd wywiązał się z obietnic wyborczych. To standard w państwach demokratycznych.

SE: To czeka nas kolejna przemiana prezesa? Zapała sympatią do „polityków lewicy średniego pokolenia” i Gierka – „polskiego patrioty”?

T.P.: Te wypowiedzi padały w szerszym kontekście i były tylko drobnym fragmentem kampanii prezydenckiej.

SE: Nie pojawi się kolejny dziadek z Wehrmachtu?

T.P.: Nie. To stare dzieje, nie ma co do nich wracać, ale o ile dobrze pamiętam, to dużo o dziadku z Wehrmachtu mówił ówczesny szef sztabu Donalda Tuska, dzisiaj europoseł Jacek Protasiewicz. Pamiętam też, że jeszcze będąc w PO, Janusz Palikot bardzo interesował się dziadkiem Jarosława i Lecha Kaczyńskich. Chyba lepiej pan zrobi, gdy zapyta o to Platformę.

SE: To jakie macie haki na PO?

T.P.: Żadnych nie mamy. Wystarczy katalog ich błędów i nieudolności.

SE: Może nie macie haków, bo nie rządzicie służbami specjalnymi?

T.P.: Sugeruje pan, że kto rządzi służbami specjalnymi, ten zbiera haki. W takim razie przypominam, że wszystkimi służbami specjalnymi rządzą ludzie mianowani przez Platformę i Donalda Tuska osobiście.

SE: A jakie haki może mieć na was PO?

T.P.: Proszę o to spytać ich sztabowców. Nie sądzę jednak, by mieli jakiekolwiek, ale prowokacji wykluczyć nie można. Proszę przypomnieć sobie okoliczności, w jakich z wyborów prezydenckich w 2005 r. wycofał się kandydat lewicy Włodzimierz Cimoszewicz.

SE: Gdyby oni was zaatakowali, oddacie, czy schowacie głowę w piasek?

T.P.: Czyli przewiduje pan, że jednak nas zaatakują? W takiej sytuacji będziemy gotowi na odpowiedź w obronie prawdy.

SE: Dlaczego pan – z całym szacunkiem – szeregowy poseł PiS, a nawet oderwany od polityki krajowej europoseł, został szefem kampanii?

T.P.: Najlepiej spytać o to prezesa Kaczyńskiego, bo to on osobiście mi tę funkcję zaproponował. Ale wydaje mi się, że złożyła się na to moja ponadośmioletnia praca w strukturach PiS, w różnych miejscach.

SE: Inni eurodeputowani pomogą panu?

T.P.: Choć to kampania do parlamentu krajowego i żaden z kolegów europosłów nie startuje, to wierzę, że pomogą.

SE: Zbigniew Ziobro i Jacek Kurski też?

T.P.: Bardzo liczę na ich pomoc, bo to politycy doświadczeni w licznych kampaniach wyborczych.

SE: Na razie nie jesteście zbyt oryginalni – wasze spoty to kopia kampanii amerykańskich republikanów. Mówi się nawet o plagiacie.

T.P.: O plagiacie mowy być nie może, co najwyżej o pewnej inspiracji. Nie wstydzimy się tego, bo to nic złego. Nasz ostatni spot odnosi się do sztucznych barier, które przeszkadzają młodym ludziom w osiąganiu sukcesów, o tłamszeniu aspiracji Polaków. Wystarczy spojrzeć na dane, które wskazują, że 59 procent studentów i absolwentów czołowych polskich uczelni zadeklarowało gotowość przeprowadzenia się za granicę ze względu na ciekawą ofertę pracy. 62 procent pracujących młodych ludzi poniżej 25. roku życia zatrudnionych jest na czasowe umowy o pracę, które nie zapewniają poczucia bezpieczeństwa zatrudnienia. To są realne problemy i my o nich mówimy.

SE: Jak wyborca ma wziąć udział w demokratycznych wyborach i zagłosować na was, skoro wmawiacie mu, że Polska jest niedemokratyczna, a wybory i tak zostaną sfałszowane?

T.P.: Nikt tak nie mówi. Zwracamy jednak uwagę na pewne niebezpieczne zjawiska związane z przebiegiem wyborów czy wolnością słowa. To także w pana dzienniku czytałem o kupowaniu głosów w wyborach na prezydenta Wałbrzycha, o unieważnieniu przez sąd tych wyborów. O kartach do głosowania znalezionych w samochodzie komendanta policji z warszawskiej Białołęki. Dodajmy do tego akcję ABW przeciwko twórcy strony internetowej krytycznej wobec prezydenta, karanie mandatami kibiców za okrzyki nieprzychylne premierowi, telefon szefa Kancelarii Premiera do prezesa Polskiej Agencji Prasowej, żeby dziennikarz nie zadał niewygodnego pytania premierowi Tuskowi. Takich niepokojących wydarzeń jest więcej. Naszym obowiązkiem jest o nich mówić.

SE: A może to przemyślana strategia – zniechęcenie Polaków do wiary w państwo i sens głosowania? Bo im mniej osób pójdzie do wyborów, tym lepiej dla was.

T.P.: Wręcz przeciwnie. Chcemy, aby Polacy nie byli obojętni na to, co się w Polsce dzieje. To właśnie my zachęcamy Polaków do aktywności, a najlepszym tego przykładem jest nasza prośba o liczne zaangażowanie się obywateli w pracę w komisjach wyborczych.

SE: Od jakiegoś czasu konsekwentnie wmawiacie Polakom, że wszystkie ich niepowodzenia to wynik złych rządów Tuska. Nie przeceniacie jego wszechwładzy i skuteczności?

T.P.: Tak, ten rząd jest skuteczny, ale w nieskuteczności. Nie jest w stanie na czas przeprowadzić żadnej dużej inwestycji. Gdzie są te obiecane autostrady, które przed EURO 2012 miały połączyć miasta, w których będą rozgrywane mecze. Gdzie jest katarski inwestor dla stoczni, które zresztą przez nieudolność tego rządu zostały w Polsce zlikwidowane? Dlaczego zamiast obniżki podatków mamy wzrost podatku VAT, który najbardziej uderza w osoby mało i średnio zarabiające? Dlaczego wzrasta bezrobocie i dług publiczny. Premierem jest Donald Tusk i to jego rząd odpowiada za sytuację społeczno-ekonomiczną.

SE: Czego by o Platformie nie mówić, to nadal nie ma władzy absolutnej. A wy bez wskazania wroga nie potraficie prowadzić polityki.

T.P.: Ma władzę bliską absolutnej, bo tylko w niektórych obszarach częścią władzy musi się trochę dzielić z PSL-em – jak to jest w rządzie, czy z PSL i SLD – jak w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji i TVP. Platforma ma jednak premiera, prezydenta, marszałków Sejmu i Senatu, szefów wszystkich służb, policji. Do tego może liczyć na przychylność w wielu mediach komercyjnych. Na drodze do władzy absolutnej stoimy my, jako realna opozycja, dlatego tak nas zwalczają.

SE: Retoryka wojenna i skupianie się na błędach przeciwnika to chyba trochę mało, aby wygrać wybory?

T.P.: To jest kalka z propagandy Platformy. Zresztą niezgodna z prawdą. Opozycja jest od tego, żeby patrzeć rządowi na ręce i krytykować to, co uważa za błędy. Tak jest w całym demokratycznym świecie i z wojną nie ma to nic wspólnego. Chcemy wygrać wybory.

SE: Wielu politologów i publicystów uważa jednak, że wcale nie chcecie.

T.P.: Wierzymy w zwycięstwo. A swoją drogą zdumiewają mnie takie głosy. Skąd ci politologowie i publicyści mogą o tym wiedzieć?

SE: Nawet zwolennikom PiS przeszkadza, że staliście się partią jednego – smoleńskiego – tematu. Brakuje wam pozytywnych celów, wokół których można zjednoczyć Polaków?

T.P.: Chcemy budować Polskę nowoczesną, solidarną, bezpieczną. Chcemy, żeby z owoców rozwoju gospodarczego korzystali wszyscy. Będziemy likwidować szklany sufit, który ogranicza rozwój zawodowy młodych ludzi. Chcemy Polski silnej i szanowanej w świecie. Dlatego jednym z licznych tematów, który podnosimy, to kwestia wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Tutaj, jak w soczewce, skupia się wiele bolączek naszego państwa, które nie potrafiło uchronić swojego prezydenta i całej delegacji. Później oddało śledztwo w ręce obcego państwa i milczało, kiedy wrak samolotu niszczał pod gołym niebem. Ta sprawa to kwestia naszej pozycji na arenie międzynarodowej. Od statusu Polski w świecie zależy także status Polaków.

SE: Czyli jednak Smoleńsk, a do tego trochę ogólników o Polsce solidarnej, bezpiecznej, silnej. A gdzie konkrety?

T.P.: Wymienię tylko kilka naszych propozycji: ulgi podatkowe dla wielodzietnych małżeństw, uproszczenie systemu podatkowego dla przedsiębiorców, przedłużenie programu „Rodzina na swoim” tak, aby umożliwić młodym małżeństwom kupno własnego mieszkania, rozwój spółdzielczości i grup producenckich w rolnictwie, szybkie wydłużenie urlopów macierzyńskich do 26 tygodni bez czekania, aż to się stanie za kilka lat. Chcemy też, by każdy obywatel miał prawo decydować, gdzie lokować składkę emerytalną w ZUS czy OFE. Poza tym kwestia tego, czy służba zdrowia będzie sprywatyzowana, czy państwo polskie będzie właścicielem ważnych strategicznie przedsiębiorstw ma przełożenie na życie milionów obywateli. A my mamy prawo mieć inne zdanie w tej sprawie niż Platforma.

SE: O tym, że nie macie pomysłu na rządzenie świadczyć może brak waszego gabinetu cieni…

T.P.: Pamięta pan gabinet cieni PO z 2006 r. z premierem Rokitą? Co z niego później zostało? Tylko pani Ewa Kopacz i Mirosław Drzewiecki objęli te resorty, do pracy w których się przygotowywali. A np. kreowany na ministra obrony pan Bogdan Zdrojewski został ministrem kultury. Gabinet cieni okazał się fikcją. W polskich warunkach, gdzie nie ma tradycji gabinetu cieni, ten eksperyment zupełnie nie wypalił. Nie jesteśmy Wielką Brytanią, gdzie instytucja ta funkcjonuje od dawna, grubo ponad sto lat, a członkowie gabinetu cieni dostają oficjalnie pensje z budżetu państwa. Oczywiście mamy wielu dobrych fachowców do obsadzenia funkcji ministerialnych.

SE: Załóżmy, że wygrywacie wybory. Patrząc na sondaże nie macie większych szans, by sprawować rządy samodzielnie. Z kim chcecie rządzić?

T.P.: O koalicjach rozmawia się wtedy, kiedy znane są wyniki wyborów.

SE: Koalicja z PSL?

T.P.: Mogę powtórzyć tylko: pożyjemy, zobaczymy.

SE: Koalicja z SLD – otwarta albo zakamuflowana w postaci tzw. rządu fachowców, np. z prof. Kleiberem jako premierem?

T.P.: Hasło rządu fachowców pojawia się cyklicznie przez ostatnie 22 lata, ale do tej pory taki rząd nie powstał. Wszystkie oparte były na koalicjach, niektóre co prawda upadały i rządy były przejściowo mniejszościowe, ale rządu fachowców nie było. Warto o tym pamiętać.

SE: Drugi wariant – przegrana. Nie boi się pan o swoją skórę? Po kampanii prezydenckiej przyszedł czas na rozliczenia.

T.P.: Po każdej kampanii musi być także czas na jej ocenę. Tak było zawsze, tak będzie teraz. Zrobię wszystko, żeby po wyborach ocena kampanii była jak najlepsza.

SE: W razie czego ma pan dokąd uciec? Tak jak pana poprzednicy – Joanna Kluzik-Rostkowska, która ostatecznie poszła do PO, czy jak Paweł Poncyljusz do PJN?

T.P.: Ma pan rację, że to oni uciekli. Ja po wyborach będę tam, gdzie dzisiaj, czyli w PiS.