Tygodnik Wprost docenił pracę europosła Tomasza Poręby w Parlamencie Europejskim

Tygodnik Wprost wziął pod lupę pracę polskich europosłów, oceniając ich pod względem aktywności oraz udziału w pracach Parlamentu Europejskiego.

Tomasz Poręba (PiS), został zaliczony do grona najlepszych polskich eurodeputowanych. Tak dobry wynik, według Wprost, to efekt dobrej znajomości zasad funkcjonowania Parlamentu Europejskiego wyniesiony z wcześniejszej pracy w Brukseli.

Ranking powstał m.in na podstawie danych z www.votewatch.eu, strony monitorującej aktywność europosłów.

Poniżej pełna treść artykułu.


Konspiratorzy w Brukseli

„Dumni i głośni” – tak w 2OO4 r. „European Voice” opisał pierwszą polską delegację do Parlamentu Europejskiego. Wówczas do Brukseli jeździli m.in. Andrzej Lepper i jego koledzy. Dziś reprezentują nas najgłośniejsze nazwiska polskiej polityki, ale o ich działalności wyjątkowo cicho. Zwłaszcza o popularnym Zbigniewie Ziobrze. Wygląda na to, że polscy eurodeputowani przeszli do konspiracji.

Wysłani na obcy grunt polscy eurodeputowani trzymają się razem. Jako jedyni stworzyli w PE narodowy klub, którego celem nie jest walka polityczna, li wzajemna pomoc. Bardziej doświadczeni eurodeputowani, jak Jacek Saryusz-Wolski, Marek Siwiec czy Bogusław Liberadzki, starają się wspierać nowicjuszy. Wszystko jednak zgodnie z kluczem partyjnym, choćby, dlatego biura poszczególnych frakcji PE są rozsiane na różnych piętrach ogromnego budynku. Zatem Wojciechowi Olejniczakowi bij iść po radę do Siwca czy Liberadzkiego do Saryusza-Wolskiego, z którego pomocy korzystają za to Jarosław Wałęsa czy Sławomir Nitras. Wciąż też zdarzają się sytuacje, gdy przedstawiciele PiS, (którzy trzymają się raczej we własnym gronie) ścierają się z politykami PO. – Starałem się ich przestrzec, zwłaszcza Jacka Kurskiego czy Sławka Nitrasa, że tu jest inaczej niż w Sejmie – mówi Ryszard Czarnecki (PiS). – To, co jest naturalne przy Wiejskiej, tu jest przyjmowane z niesmakiem. I muszę przyznać, że dostrzegłem zdecydowany progres – dodaje Czarnecki Mimo dobrych rad doświadczonych kolegów w Brukseli – jak mówi Nitras – „trzeba sobie radzić samemu, bo to nie przedszkole. PE to szkoła życia i swego rodzaju papierek lakmusowy pokazujący prawdziwe zdolności polityka. Dziś już widać, jak niegdysiejsze gwiazdy polskiej sceny politycznej radzą sobie z nowymi obowiązkami. Zbigniew Ziobro zdobywając w eurowyborach 3361 głosów, osiągnął drugi (po Jerzj Buzku) wynik w kraju, ale w Brukseli osiadł na laurach. Według danych z www.votewatch.eu (strony monitorującej aktywność europosłów) obecność Ziobry (na posiedzeniach PE sięga 59 proc. Ok się on najrzadziej obecnym w PE polskim eurodeputowanym i jednym z najrzadziej widywanych spośród wszystkich 736 członków Europarlamentu. Jego kolega z PiS Paweł Kowal ma 76 proc. obecności, Marek Migalski 83 proc., Michał Kamiński 92 proc., Jarosław Wałęsa (PO) 96 proc.,a Sławomir Nitras (PO) czy Krzysztof Lisek (PO) nawet 100 proc. Komisja prawna, którą wybrał s Ziobro, jest jedną z mniej istotnych i wcale nie zajmuje się walką z przestępczością, lecz immunitetami europosłów. Złośliwi twierdzą, że wybór Ziobry był świadomy: komisja prawna jest też bowiem jedną z najmniej absorbujących. Ale to i tak za wiele: wedle sprawozdań z posiedzeń komisji Ziobro nie wziął jeszcze udziału w żadnym z nich. – Udział w pracach komisji, której jest się członkiem, to podstawowe kryterium oceny działalności posła w PE – mówi wicekoordynator komisji prawnej Tadeusz Zwiefka (PO). – Trudno też stwierdzić, czy poseł Ziobro ostatecznie objął stanowisko wicekoordynatora, na które był wytypowany przez swoją frakcję, bo nie uczestniczył w żadnym posiedzeniu. Mówiąc szczerze, ja posła Ziobrę widziałem raz, i to na korytarzu – dodaje Zwiefka. Próbowaliśmy sprawę wyjaśnić u źródła, ale poseł Ziobro nas unikał. Jacek Kurski (PiS) powody jego absencji jednak zna: – Ziobro jest nieustannie atakowany w Polsce za zbrodnie PiS. Nieustannie musi się bronić w mediach. Poczekajmy do końca roku z rozliczaniem jego aktywności w Brukseli.

Słabo w statystykach wypada jednak także sam Kurski: jego obecność w PE oceniana jest na niespełna 62 proc. Wytypowany do bardzo ważnej dla Polski delegacji ds. stosunków UE – Rosja, nie uczestniczył jeszcze w żadnym jej posiedzeniu. Gdy posłowie Nitras i Migalski robili, co w ich mocy, by zablokować kandydaturę Niemca Knuta Fleckensteina (od dawna związanego z branżą gazową) na stanowisko przewodniczącego delegacji, jego po prostu nie było. – To absolutny pech – broni się Kurski. – Rzeczywiście dwukrotnie miałem inne poważne zobowiązania. Ale przecież gdybym naprawdę był leserem, to wybrałbym grupę ds. Oceanii i Pacyfiku, i jeździłbym leżeć pod palmami! – mówi. Kurski zdążył już jednak zadać w PE dwa pytania, kilka razy zabrać głos (szczególnie dumny jest z ostatniego wystąpienia, dotyczącego właśnie relacji Unii z Rosją), zgłosił też dwa projekty rezolucji. Swoją marną frekwencję poczytuje niemal za cnotę: – Z zasady nie bywam w PE w poniedziałki, bo to dzień czysto dietetyczny, nic się tam nie robi poza podpisaniem listy. Ja w tym czasie jeżdżę po swoich okręgach: od Białegostoku, przez Suwałki, po Elbląg.

Rozczarowują też najbarwniejsze ptaki polskiej delegacji: Tadeusz Cymański (PiS) i Joanna Senyszyn (SLD). W PE pozostają niewidoczni, co wynika zapewne z nieznajomości języków. Według zgodnych relacji z brukselskich korytarzy oboje przestali już jednak straszyć dziwacznymi strojami. Cymański pozbył się zbyt obszernego zielonego garnituru (choć butów nie zmienił) i zainwestował w stylowe, granatowe. Posłanka Senyszyn złociste tuniki zamieniła na klasyczne, ciemne kostiumy.

Są jednak tacy, którzy od początku Brukselę potraktowali poważnie. Do nich należy Sławomir Nitras (PO), w Polsce znany raczej ze słownych przepychanek i mandatu od niemieckiej policji za przekroczenie prędkości. Nitras jako jedyny Polak zasiada w jednej z najważniejszych komisji – gospodarczej i monetarnej, w której dyskutuje się m.in. o niwelowaniu skutków kryzysu i unijnym nadzorze finansowym. – Pojawia się zawsze świetnie przygotowany, dokładnie referuje sprawy, którymi się zajmuje – mówi pracownica administracji PE. Sam Nitras wspomina sytuację, gdy poseł koordynator komisji, Francuz, prowadził spotkanie po francusku. – W komisji byli deputowani, którzy nie znają francuskiego. Próbując wymusić tłumaczenie, ja z kolei zacząłem mówić do Francuzów po polsku. Cel osiągnąłem: spotkania są już tłumaczone – opowiada Nitras. Ale to tylko drobne sukcesy. Jak przyznaje Nitras, frustruje go to, że w Brukseli musi od nowa budować swoją pozycję. – Nowi nadal są tylko nowymi i wciąż się zdarza, że bez¬skutecznie walczę o głos – dodaje Nitras.

Do prymusów należą też osoby związane już wcześniej z PE: Tomasz Poręba (PiS), Krzysztof Lisek (PO), Paweł Zalewski (PO) czy Danuta Hibner (PO), która mimo złamanej nogi nie opuściła żadnego posiedzenia. Ale europarlament każdemu daje szansę na pozytywną zmianę, refundując np. lekcje języków obcych. Praktycznie każdy z tego skorzystał, również Ziobro: kilka razy w tygodniu w PE odwiedza go nauczyciel i za zamkniętymi drzwiami gabinetu wprowadza w tajniki angielskiego.

Marlena Mistrzak