W prasie: „Poręba i Łukacijewska pojadą do Brukseli”

Największy sukces PiS odniosło właśnie na Podkarpaciu, ale mandat dostanie tutaj też PO. Z województwa do Brukseli wyruszy dwoje posłów: Tomasz Poręba i Elżbieta Łukacijewska. Odpadł Marian Krzaklewski

Na Podkarpacie bacznym okiem spoglądały i PiS, i PO. Pierwsi zrobili wszystko, by utrzymać przewagę w swoim bastionie. Drudzy modlili się, by wreszcie go złamać. Na Podkarpaciu, wg nieoficjalnych wyników, mamy dwójkę wielkich wygranych i dwóch wielkich przegranych.

Tata, wierzę, że wygrasz


Tomasz Poręba, lider listy PiS-u, wiedział, że ma mandat już w wieczór wyborczy, gdy sondaże telewizyjne pokazały jego nazwisko w gronie zwycięzców. – Czekałem na wyniki ze swoimi córkami. Starsza dotrwała do 22, po czym powiedziała: „Tata, ja już nie dam rady, ale wierzę, że wygrasz” – wspominał wczoraj.

On miał się z czego cieszyć. Zdobył aż 85,5 tys. głosów. To sukces. – Tylu głosów na Podkarpaciu nie zdobył po 1989 r. żaden poseł – ocenia Marek Kuchciński, szef podkarpackiego PiS-u.

– Pięknie dziękuję wyborcom. Dla mnie to wielka radość i wielkie wyzwanie na przyszłość. Chcę w PE działać na rzecz Podkarpacia, ściągać tu inwestycje zagraniczne, otworzyć maksymalnie dużo biur i uruchomić staże dla młodzieży w Brukseli – zapowiada Poręba.

W rozmowie z „Gazetą” nie ukrywał radości: – To naprawdę megawynik – mówił.

PiS może się cieszyć z podkarpackiego wyniku, bo jest najlepszy w kraju. U nas ta partia zebrała 41,9 proc. głosów, w Małopolsce 41,3 proc. Sukces odniosła też jeszcze na Lubelszczyźnie i Mazowszu (oprócz Warszawy).

Wiceszef podkarpackiego PiS-u Stanisław Ożóg: – Mieliśmy naprawdę dobrego kandydata. Jego promocja była właściwa. Ludzie dowiedzieli się, że Tomasz świetnie zna języki obce i ma doświadczenie w pracy w PE – mówi Ożóg.

Podkreśla, że zwycięstwo jego partii jest tym bardziej znaczące, że PO zaangażowała spore siły i środki w kampanię. – Wizytował Podkarpacie kilkakrotnie premier, był marszałek Sejmu, ministrowie i znaczący politycy tej partii. Rozdawali na lewo i prawo pieniądze. Teraz trzeba będzie sprawdzić, ile z tych obietnic pozostało – komentuje.

Najlepsze wyniki PiS odnotował w gm. Czarna (prawie 77 proc.). To matecznik posła Kazimierza Gołojucha, nr 3 na liście. Jemu samemu udało się zebrać sporo, bo 25,8 tys. głosów. Jeszcze lepiej partia wypadła w Jasienicy Rosielnej, gdzie PiS dostał ponad 78 proc. głosów. Marek Ćwiąkała, wójt tej gminy, tłumaczy: – Z Jasienicy pochodzi Adam Śnieżek, który startował w tych wyborach. To osoba bardzo poważana, szanowana w naszej miejscowości.

Cieszy się nawet proboszcz

Wielką wygraną tych wyborów jest też Elżbieta Łukacijewska, szefowa podkarpackiej PO. Na początku kampanii musiała przełknąć „prezent” od swoich szefów i ustąpić miejsca pierwszego na liście Marianowi Krzaklewskiemu. Z drugiego walczyła o jak najlepszy wynik. A udało jej się uzbierać aż 60 tys. głosów. Krzaklewski dostał zaledwie 25,3 tys. Nie tylko nie pociągnął listy, co sam nawet nie otarł się o mandat.

– Ja tak sobie myślę, że mieszkańcy Podkarpacia to wspaniali ludzie. Bardzo im dziękuję i jeszcze nie dowierzam w to, co się stało. To coś wspaniałego obudzić się rano ze świadomością, że dostało się taki mandat zaufania. W dodatku w województwie, który był dotąd bastionem PiS-u – mówiła nam w poniedziałek rano Łukacijewska.

A dlaczego PO przegrała z PiS-em? – Myślę, że zaprocentowało to, że na liście PiS-u znalazło się aż pięciu posłów. Oni przyciągnęli tak dużo głosów. Ale nasz wynik i tak jest bardzo dobry. Nie ma aż tak dużej przewagi PiS nad nami jak w ostatnich wyborach – tłumaczy Łukacijewska. – Mój wynik pokazuje, że warto zawsze mieć nadzieję i pracować. I także to, że wyborcy jednak oddają głos na ludzi, nie tylko na partyjny szyld – dodaje.

Łukacijewska zanim została posłanką, była wójtem jednej z najmniejszych gmin w Polsce, Cisnej w Bieszczadach. Tu do wyborów poszło bardzo dużo mieszkańców – 38,2 proc., a 67 proc. z nich poparło PO.

– Jeszcze nie mogę w to uwierzyć! Że z takiej maleńkiej miejscowości udało się naszej Eli dostać na europejskie salony. To jest niewytłumaczalne. Siedzimy sobie teraz z naszym proboszczem i rozmawiamy o tym. On też się cieszy – mówiła nam przez telefon Renata Szczepańska, wójt Cisnej.

Uważa, że frekwencja i tak mogłaby być wyższa. – Ale studenci mają sesję, a nasze dzieciaki studiują daleko. Trochę naszych mieszkańców wyjechało też za granicę na sezonowe roboty – wylicza powody pani wójt.

Do głosowania na Łukacijewską nawoływał m.in. prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc. Tu poparcie dla obu ugrupowań było porównywalne, ale z lekką przewagą Platformy (35,1 do 32,2 proc.). – Najważniejsze jest to, że PO w Rzeszowie wygrała, a na panią Łukacijewską oddało głos ponad 11 tys. mieszkańców. Będę miał legitymację, żeby dalej wołać o pomoc rządu dla Rzeszowa – komentuje Ferenc.

W miejsce Łukacijewskiej do polskiego Sejmu wejdzie Marek Rząsa, nauczyciel i radny z Przemyśla.

Witam, mówi Marian

Dwóch wielkich przegranych na Podkarpaciu to Krzaklewski i Mieczysław Janowski, obecnie europoseł, który pięć lat temu wszedł do PE z listy PiS-u. Teraz był jedynką na liście PSL-u. Ta partia zdobyła tu wysokie, trzecie miejsce, z 12,5 proc. poparcia. Ale Janowski mandatu nie dostanie. Dostał 18,3 tys. głosów.

– Nie wyszło, ale mówimy „bądź wola Twoja”, więc tak też należy postępować. Czuję gorycz, nie jest mi nadzwyczajnie słodko, ale życie nie kończy się na wyborach. Niestety, w naszym regionie w wyborach wzięło udział zaledwie 19 proc. mieszkańców wsi – zauważa Janowski. Dla porządku dodajmy – w miastach frekwencja sięgnęła 27 proc.

Janowski nie chce zdradzić, co będzie robił w przyszłości. Do 13 lipca jest posłem. – A potem też myślę, że nie zniknę, nie zapadnę się – żartuje.

Marian Krzaklewski miał wczoraj wyłączony telefon i mówił tylko z automatycznej sekretarki słowami: „Witam, mówi Marian, zostaw wiadomość”. Po południu wysłał SMS, że jest za granicą.

SLD na Podkarpaciu uzbierało 7,4 proc. Na liderkę listy Martę Niewczas zagłosowało 17,7 tys. osób.

Małgorzata Bujara